sobota, 8 lutego 2014

Worldwide box-office jest zazwyczaj zdominowany przez produkcje hollywoodzkie – to jest fakt, norma i nikt się temu nie sprzeciwia. Zdarza się filmowi spoza USA wejść do górnej piątki, najczęściej udaje się to bollywoodzkim widowiskom filmowo-muzycznym. Zeszły weekend szturchnął Amerykę mocniej, bo dwa najchętniej oglądane filmy wyszły z Chin: widowisko 3D „The Monkey King” i filmowa wersja reality show „Bàba qù nǎ'er”. Rok konia rzeczywiście rozpoczął się galopem dla Chin. Dalej były amerykańskie „Wilk z Wall Street” i „Kraina Lodu”, ale już z numerem piątym finiszowała Rosja i nowa wersja horroru z 1967 roku „Wij” w 3D.
Zaraz, Hollywood to może nie jest, ale tylko geograficznie. Widowisko fantasy, film na podstawie reality show, remake/horror w 3D – świat pilnie uczy się od fabryki snów i na pytanie, gdzie jest stolica kina odpowiada zgodnie i ze znaczkiem dolara w oku. W królestwie ślepców jednooki jest królem.
Nie odkrywam, ekhem, Ameryki mówiąc, że publiczność wybiera rozrywkę znaną i popularną, ewentualnie kontrowersyjną. Nie mówię, że to coś złego – rozerwać się każdy lubi. Mówię natomiast, że pojęcie „rozrywka” w kinie zostało zrównane z budżetem i powierzchowną atrakcyjnością. Spojrzenie na obecny repertuar kinowy – strzelę, że włoska afirmacja życia Paolo Sorrentino „Wielkie piękno” nie wygra wyścigu z pozłacanymi oszustami z „American Hustle” czy z technologicznymi cudami odnowionego supergliny, a magiczny świat rosyjskich „Niebiańskich żon Łąkowych Maryjczyków” nie przyciągnie tylu ludzi, co magiczny świat „Hobbita” po miesięcznym pobycie na ekranie. Nawet nasz polski hollywoodzki „Jack Strong” ma większe szanse w wyścigu niż stylowa skandynawska „Call girl”. Z drugiej strony, czy obie strony w ogóle stają ze sobą do wyścigu?
Ale wystarczy o kasie. Kolejny weekend, maszyna w ruch, do kina marsz. Odkryjmy coś innego niż Amerykę.
[m]

Republika - Mamona przez Republika-Official

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz