niedziela, 21 czerwca 2015

BACK TO THE PAST: 90’s

Spędzając sobotni wieczór w domu, natknęłam się na film dokumentalny „Welcome to the 90'” na kanale Planete+. Odcinek 3/4 „Come as you are: Grunge, Riot Grrrl, Britpop, Nu Metal” (polecam z resztą cała serię). No i mój weekend już miał temat przewodni. Poszłam za ciosem I na YT wkręcałam się w temat dalej. RHCP, STP, heroina, bunt itp. No i nie mogę teraz przestać słuchać tamtych dźwięków. Nie jest to dla mnie żadna nowość, dojrzewałam na tej muzyce (dorastałam na 80’s), i towarzyszy mi ona po dziś dzień, w formacie mp3 najczęściej. Wtedy zaczął kształtować mi się tzw. gust muzyczny, odkrywałam świat i siebie, eksperymentowałam, ogólnie rzecz biorąc najważniejsza dla mnie dekada i chyba przy okazji najfajniejsza i najmilej wspominana. Muzycznie działo się wówczas sporo, dobra muzyka i ciężkie brzmienia odchodziły w cień, a na pierwszy plan wylewało się jak szambo rodem z vivy i bravo oraz narodził się clubbing, rave a potem...Nie chcę się nad tym rozwodzić, bo to na jeden wpis zdecydowanie za dużo, trzeba by było zrobić opowieść w odcinkach.
Podzielę się zatem kawałkiem z genialnego (imho) zespołu, która była jedna z tych miłości nie wywołaną przez otoczenie, media i inne zewnętrzne czynniki. To był mój wybór, poniosło mnie, zidentyfikowałam się i nie znałam wówczas osoby, która by ich też słuchała. Mówię o STONE TEMPLE PILOTS i ich debiutanckim albumie „Core” (1992). Potem następny świetny album „Purple” (1994). Do tej pory z chęcią wracam do obu, i golnie do STP, mam słabość do Scotta Weilanda, dużą słabość i nie mówię tu tylko o jego tekstach. Lubiłam nawet to, co robił w tak genialnym produkcie marketingowym jak Velvet Revoler (GNR bez pana Rose + Scott). Niestety ostatnio facet już chałturzy solo, a STP z Chesterem (z Linkin Park) to też już nie to samo...Więc skupiam się na genialnych początkach, a Wy możecie się sam zagłębić, jeśli podpasuje. Bardzo ciężko mi było wybrać jeden kawałek, a całego albumu wrzucić nie można (a byłby to właśnie „Core”), wybór padł na drugi album i kawałek „Interstate Love Song".
Tylko dlatego, że idealnie pasuje na niedzlene popołudnie: „waiting on a Sunday afternoon for what I read between the lines, your lies…” [d]


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz