środa, 1 maja 2019

Netflix: Murder Party


Jaraliście się na „Green Room”? Dobra wiadomość: na Netfliksie pojawił się debiut Jeremy'ego Saulniera. Throwback do czasów, kiedy ten jeszcze bawił się w kino z rodziną i znajomymi. Dla mnie jeszcze lepszy throwback, bo do czasów, kiedy, znalazłem „Murder Party” gdzieś w odmętach torrentów (może to jeszcze był DC++? A może eMule?) i dodałem do kolejki po samym tytule. Obejrzałem dopiero kilka wieczorów później (bo z seedami kiepściutko) i zaskoczyłem się, że to nie następny slasher, które pożerałem, a coś takiego jak gatunkowe kino autorskie.

„Murder Party” (u nas jako „Przyjęcie morderców”) to połączenie horroru i komedii, zwiastujące przewrotny i krwawy styl Saulniera. Gość wyprzedził czasy - można powiedzieć, że był sobą zanim to jeszcze było modne. W jego debiucie jest dziwaczny humor, jest przemoc, nieprzewidywalna fabuła, subtelna dekonstrukcja gatunku, pomysłowa praca kamery i w końcu zestawienie nieprzystosowanego outsidera z brutalnym światem.

Christopher trafia na imprezę halloweenową przygotowaną przez studentów sztuki, którzy planują nietypową instalację z morderstwem jako punktem kulminacyjnym. Saulnier korzysta rzecz jasna z okazji do celnych żartów z pretensjonalnych artystów. „Murder Party” to właściwie lepsza – choć o ponad dekadę starsza – satyra na świat sztuki od netfliksowego „Velvet Buzzsaw”.

Żeby nie było zbyt pięknie: aktorsko czuć amatorkę, widać braki budżetowe (Saulnier i spółka zrobili film jako kolektyw Lab of Madness praktycznie za paczkę fajek) i tempo czasem siada. Ale warsztatowo jest już nieźle, krwawe praktyczne efekty robią wrażenie, a niektóre sceny to wręcz perły. Kostiumy bohaterów to ukłony w stronę takich klasyków, jak „Blade Runner” czy „Wojownicy”. Jeśli drugi akt zaczyna zwalniać i przynudzać, poczekajcie na trzeci, bo to złoto i w pewnym sensie zapowiedź atrakcji, jakie Saulnier zgotował w „Blue Ruin” i „Green Room”.

Jak na film niezależny, zrobiony przez grupę zapaleńców przystało, „Murder Party” pakuje sporo odjechanych pomysłów i sprowadza horrorową fikcję na ziemię. Najlepszy jest, kiedy gra z naszymi filmowymi przyzwyczajeniami: podczas ucieczki ofiara nie wytrzymuje i zatrzymuje się na szybkie siku albo gdy w scenie typowej dla MacGyvera bohater bierze wszystko co znajduje pod ręką i wpada na pomysł jak to wykorzystać przeciwko czarnym charakterom – a co wymyśla pozostawię Wam do zobaczenia na własne oczy.

PS. Po trzykroć throwback – „Murder Party” ma nadal stronę na MySpace!
[m]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz