sobota, 15 lutego 2014

"Już był w ogródku, już witał się z gąską"... podczepić się miałem jeszcze pod walentynki, ale nieco za późno na to, zresztą inne tematy zaprzątają teraz moją głowę. [m] przywoływał w jednym z postów zarówno Erosa, jak i Tanatosa, pośrednio inspirując mnie do tego wpisu. 

Jest 15 dzień lutego, wszyscy mają jeszcze w pamięci wczorajsze romantyczne uniesienia, wczorajsze frustracje, obciachy i grafomanie wczoraj popełnione. Nic to. W 1978, na Florydzie, tegoż dnia, do rutynowej kontroli drogowej zatrzymany został 'Garbus', który kilka dni wcześniej został skradziony. Historia jak wiele innych, ale ty razem kierowcą okazał się być Ted Bundy. 
Ted Bundy to kawał chorego sukinsyna, który do momentu aresztowania zamordować mógł nawet ponad setkę kobiet w wieku od 15 do 25 lat. "Z twarzy podobny zupełnie do nikogo", sympatyczny facet, może nieco nieporadny, nie wzbudzał żadnych podejrzeń swoich przyszłych ofiar. Podszywał się pod wojennych weteranów, strażaków, policjantów, a także taksówkarzy - podobno kiedyś, na początku lat 70-tych, z jakiegoś lotniska odebrał Debbie Harry, jednakże pozbawione klamek drzwi, dały jej do myślenia i uciekła z jego samochodu. 

Atmosfera jest już gęsta, ale pójdźmy jeszcze dalej. Jane's Addiction, jeden z takich zespołów, co do których żywię uczucia wyższego rzędu, nagrał zajebisty kawałek, kawałek zatytułowany "Ted, Just Admit It...". Samplują tam fragmenty wypowiedzi Bundy'ego pochodzące tuż sprzed jego egzekucji. Utwór pochodzi z albumu "Nothing's Shocking" i jeśli dodamy do tego powracające słowa "Sex is violent", mamy już pełną psychozę, jednakże na tym nie da się jeszcze skończyć. 

Inne czasy, inne miejsce.
Tarantino pisze zarysy scenariusza, Oliver Stone to reżyseruje, Jane's Addiction nieco zmieniają swój kawałek. "Natural Born Killers - Urodzeni Mordercy". Miłość, obsesja, pożądanie, zabijanie. Trudno już oddychać, ciężko znaleźć punkty odniesienia. Ktoś jeszcze myśli o walentynkach? [b]


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz