Elementary,
dear Watson – chciałoby się powiedzieć wychodząc z pokoju i zostawiając za sobą
rozwiązaną zagadkę morderstwa, z kluczem w dłoni i pojmanym winowajcą. Tyle że
nie jest to tak proste jak na ekranie czy na stronach książki. W łódzkiej TKALNI ZAGADEK, oferującej ekscytujące real-time escape games, masz szansę poczuć każdą upływającą minutę dokręcającą
zamek w drzwiach pokoju. Pora na Twój ruch.
Wybierając jedną z trzech tajemnic, zostajesz zamknięty z zadaniem rozwiązania zagadki morderstwa lub zaginięcia. Twój kolejny cel to odnalezienie sposobu wyjścia. Masz 45 minut, a do dyspozycji jedynie swoich towarzyszy oraz Wasze szare komórki rozgrzane do czerwoności. Pokój wygląda na opuszczony w pośpiechu, pozostawiony Tobie do przeszukania i odkrycia prawdy. Let the games begin.
Niczym swój ulubiony detektyw, czy to Rust Cohle, Hercules Poirot, Dexter Morgan, czy przytoczony już Sherlock Holmes, dostajesz szansę poczucia na własnej skórze emocji, sukcesów i rozczarowań związanych z rozwiązywaniem sprawy kryminalnej. A ta przygotowana jest pieczołowicie i przechodzenie przez jej kolejne etapy daje dużo frajdy. Przyznam, że z początku lekko mnie to przytłoczyło – tak dużo rzeczy do zbadania, tyle możliwości do przemyślenia, zegar odliczający czas. Jack Bauer czułby się tu jak w domu. Ale po chwili biorę się w garść i daję z siebie wszystko. Razem z pozostałymi detektywami przechodzimy od jednego tropu do następnego, zaglądamy do komputera denata, do jego szafy. Stąpamy ostrożnie po miejscu zbrodni, żeby nie zatrzeć śladów, nie chcemy przecież mieć opinii jak polska policja.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz