środa, 30 kwietnia 2014

#oldSchool
Wulkan energii, ale przy tym totalny luzak. Już sam jego śmiech to powrót do lat 80., kiedy mu się dobrze wiodło, a każda kolejna rola była hitem. Wtedy to właśnie nagrał kawałek, którym rozkręcał imprezy. Trochę na serio, a trochę zlewa – w sam raz na ten weekend, kiedy to właśnie święta są trochę na serio, a trochę, żeby weekend był długi.
Co się stało z Eddie’m? W niedawnym wywiadzie przyznał szczerze, że chce zrobić nowego „Gliniarza z Beverly Hills”, który będzie dobrym kinem, bo nie chce dłużej ssać (za oryginalnym „I don’t want to suck anymore”). A później był jego szczery śmiech à la Axel Foley. My też chcemy starego Eddie’ego. Dlatego zostawmy teraźniejszość na chwilę i przenieśmy się do lat 80., gdzie oldschool był newschoolem. Niech tak zatem będzie, jako śpiewa Eddie.
[m]


wtorek, 29 kwietnia 2014

#dobreBoPolskie Ładnych kilka lat temu, w programie Kuby Wojewódzkiego pojawił się strasznie dziwny dla mnie wtedy twór. Grali jakoś tak inaczej niż wszystko co wcześniej słyszałem, wymalowane dziwnie twarze, ubrani cudacznie, jakiś koleś z mopem podczas występu biegał... Niemniej jednak, jakieś 4 minuty później, stałem się fanem. I tak już zostanie... [b]

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

#złeFilmy

Złe filmy zapodaję, czemu więc nie ma polskich? – ktoś na sali rzucił. Łatwo wyśmiewać się z polskich filmów, okazji jest ku temu mnóstwo. Mamy swoich Uwe Bollów, Adamów Sandlerów i Andrzeja Wajdę. Ale Olaf Lubaszenko urósł nam na drugiego Jarka Żamojdę, a patrząc na niego, to może nawet go zjadł. Dobrym aktorem był, wyreżyserował dobry „Sztos” i świeże „Chłopaki nie płaczą”, a później najadł się tym wszystkim i była już tylko totalna biegunka. „Poranek kojota” to „Chłopaki nie płaczą” przepuszczone przez rurę kanalizacyjną, a ci sami aktorzy robią te same miny do innych tekstów. „E=mc2” ma więcej polotu i Pazury, ale jest po prostu nudny. Dalej była niemodna od pół wieku komedia „Złoty środek” i żenująca broda Anny Przybylskiej, która mówi wszystko. A na koniec – ostatnia deska ratunku, „Sztos 2”, czyli deska klozetowa skąpana w sztucznych kolorach i wypełniona sztucznymi bluzgami. Na bogato.


Na szczęście od 2011 były już tylko e-papierosy.

Niestety pojawił się Patryk Vega. Ale o tym już innym razem.[m]




wtorek, 22 kwietnia 2014

#DobreBoPolskie
Kroczą własną ścieżką i trudno ich sklasyfikować, bo to elektronika, hip-hop, psychodela, a wygrali jako rock w Jarocinie w 2007. Łączą te wszystkie bajki już od roku 1995, a płyt wydali trzy. Ta trzecia, „Kultur Shock”, stoi dumnie na mojej półce i, chociaż nie jest łatwa w odbiorze, ustać tam długo nie może. Na featuringach są tu: słowacki raper, japoński dj, czescy folkowcy czy amerykański duet eksperymentalistów hip-hopu spod lejbela Mike’a Pattona. Wchodzę na ich stronę, a tam koncerty na festiwalu SXSW w Austin, Texas czy Unsound Festival w NY. Niby wszystko imponuje, ale czemu w Polsce ich brak? Idąc za samymi autorami – nasze polskie podwórko chce sławić swoje miejsce w światowym podwórku. Tylko coś nie może wyjść na dwór.

Nie mogę się zdecydować, który kawałek wybrać... O, to NP (napszykłat) te dwa:

 


[m]

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

#złeFilmy
BITCH SLAP (2009)
Mokro dzisiaj być powinno, a te panie lejące się po środku pustyni są tym, czego potrzeba na orzeźwienie. Zacznę od tego, że maczał w tym palce twórca takich przebojów jak „Krwawa pięść 6”, „Krwawa pięść 8” (ale niestety nie „Krwawa pięść 7”), „Grupa specjalna” czy „Czarny grom”, a obok trzech aktorek... nie, inaczej – obok sześciu piersi w rolach głównych, występuje Kevin Sorbo (kampowy serialowy Herkules) oraz Lucy Lawless (kampowa serialowa Xena)... Kino exploitation a’la Russ Meyer wita nas wybuchowo. Jest tu wszystko, co być powinno w filmie klasy D, a nawet DD: skąpo odziane panie, skąpo odziane panie walczące wręcz, skąpo odziane panie strzelające, skąpo odziane panie walczące na miecze, skąpo odziane panie całujące inne skąpo odziane panie… Nie ma co pisać, trzeba oglądać.

TRAILER:
https://www.youtube.com/watch?v=JddoqqicPCA

[m]
#feminizm #girlpower #whatever


sobota, 19 kwietnia 2014

Bliskie spotkanie.

Wybierasz się na przejażdżkę i robi się nieco zbyt późno, ale nic to, rower nocą to też wielka frajda. Chyba że nagle okaże się, że nie posiadasz światła, o którego obecności w swoim wyposażeniu byłeś pewien. To też wielkim problemem być nie powinno - kamizelkę odblaskową zabrałeś, światło tylne, czerwone również zainstalowane masz - źle nie będzie. Jako iż jesteś porządnym obywatelem i nie chcesz powodować zagrożeń w ruchu drogowym, decydujesz się pojechać bocznymi drogami.

Okolica przepiękna, widoki, mimo późnej pory ze wszech miar inspirujące. Majestatyczne drzewa, bujne krzewy, gdzieniegdzie opakowania po prezerwatywach, niczym małe ołtarze minionych namiętności, przypominają, że mimo mroku i dominujących o tej godzinie odcieni szarości, wiosna zawitała do nas na dobre.

Naciskasz na pedały coraz mocniej, tętno przyspiesza, obraz się wyostrza. Dotychczas zamazane cienie ukazują swoje prawdziwe oblicza. Słuch również Ci się poprawia i zaczynasz bardzo mocno żałować nie tylko tego, że w ogóle znasz takie nazwiska jak King, Lovecraft, Lynch czy Poe, ale że z ich twórczością tak wiele czasu spędziłeś.

Adrenalina robi swoje i powoli zaczynasz zachowywać się nieco paranoicznie. Niby uciekasz, bo opony dzielnie zostawiają kolejne metry za sobą, niby walczysz, bo także przesz do przodu, ale coś jest bardzo nie tak. Zalegająca dookoła ciemność zdaje się mieć wobec ciebie jakieś plany.

Nagle widzisz światło - zza zakrętu wyłania się jakiś psychopata, pędzący polną drogą z prędkością zdecydowanie nadmierną. Kolizja jest już chyba nieuchronna i przychodzi ci do głowy taka myśl, że chyba powinien zacząć ci się wyświetlać w głowie ten film z całego życia, ale przez te pieprzone reflektory nic nie widzisz - jest zbyt jasno. Może to już to światło w tunelu?

Mijacie się o włos, cała epinefryna magicznie znika z krwiobiegu, nogi ci się trzęsą, zaczynasz wymiotować. W głowie nagle odzywa się taka melodia,



zaczynasz się śmiać. Dzwoni telefon dotychczas ukryty w plecaku, bardzo powoli sięgasz aby go odebrać, mgła zaczyna zalewać okoliczne pola. Cały świat jest mocno psychodeliczny, ale wiesz, że jutro będzie dobry dzień.

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

#złeFilmy
"Śmiertelna gorączka 2" ("Cabin Fever 2: Spring Fever"), 2009
Rozkład totalny tego horroru przyprawia o obrzydzenie, i tak powinno być. Nie powinien być za to głupi do granic, nawet jeśli jest to z góry narzucona konwencja bezmyślnych nastolatków i zacofanych małomiasteczkowych policjantów. Gdzie pierwsza część intrygowała, druga irytuje. W pierwszej Eli Roth dbał o klimat, w drugiej Ti West dba o zapas krwi i mięsa. A pamiętajmy, że jedynka powstała w wyniku prawdziwej infekcji, którą Roth za młodu złapał i przez którą drapiąc twarz zostawały mu na rękach płaty skóry, a i golenie było równie krwawe. Tajemnicza choroba przenoszona w filmie przez wodę wykańcza egoistycznych nastolatków, których grzechem jest tzw. „dupa na oczach”. W dwójce dostaje się młodzieży podczas balu maturalnego, a od czasu „American Pie” przecież wiadomo, co na takim „prom” w głowach siedzi (lub stoi)… Dlatego wszyscy muszą zginąć, ale przy tym zdążą rozpaść się, rozpaćkać, wykrwawić i rzucić kilka głupich żartów. „Śmiertelna gorączka 2” została stworzona, żeby być brzydka, śmieszna i zła.
[m]
#horror