Także ten... 25 grudnia urodził się zarówno Shane MacGowan, jak i Alannah Myles na świat przyszła.
Oboje trafili, nieco już po swoich narodzinach, na soundtrack chujowego filmu Skradzione Serca.
Film trafił na ekrany kinowe w roku 1996.
W 1996 roku w kinach pojawił się film z pewnym scjentologiem, który jest również uznawany za aktora, w roli głównej.
No i właśnie pod melodię z tego filmu walniemy sobie drinka - bo to mission impossible, żeby w święta się nie przejeść i diety nie zawalić.
No to siup! [b]
środa, 23 grudnia 2015
W bardzo ładnie się wizualnie prezentującym roku 1888, niejaki Vincent Van G., oskarżony o bycie holendrem, a do tego jeszcze postimpresjonistą, odciął sobie kawałek ucha, co znamienne, lewego - zrobił to w czasie wizyty lub po wizycie w burdelu.
Wszystko jasne - lewak, pewnie socjalista i miał ojca w PZPR. Albo sam należał.
Niby miał tam jakąś depresję i stany lękowe, ale bądźmy szczerzy - to wszystko były tylko fanaberie, bo mu się nie chciało wziąŚĆ do jakiejŚĆ uczciwej roboty.
No i ten lewak, zdrajca ojczyny, leń patentowany i nicpoń, który to zamiast po bożemu dzieci robić za 500 PLN od sztuki, malował sobie jakieś tam obrazki - na przykład słoneczniki albo głowy wieśniaków (też pewnie socjalistów) i myślał że jest fajny.
Sporo jeszcze przeżył na socjalu, symulując chorobę psychiczną, żeby w końcu się, jak na grzesznika, sodomitę i, tfu, socjalistę przystało, zabić, bo już wiedział, że mu zasiłek odbiorą.
I wszystko spoko, tylko że te lewaki z Manic Street Preachers napisały o nim kawałek taki, w sumie nie o nim, ale wykorzystujący jego domniemane ostatnie słowa (ja tam jestem sceptyczny - podejrzewam, że jednak na koniec powiedział, że chce podniesienia świadczeń).
“La tristesse durera toujours." Czyli "Twój smutek pozostanie na zawsze" albo "Smutek przetrwa".
Vincent pewnie coś tam sobie majaczył, bo był lewakiem, ćpunem, alkoholikiem i ogólnie się nie znał, a tempe dzidy z Manic sobie dorobiły do tego jakieś ideologie (skandal!) i nagrali utwór na cześć poległych walczących i weteranów wojen. Brzmi niby ok, ale wiadomo - lewactwo nie może o takich sprawach pisać, bo są wrogami narodu.
Dlatego właśnie proponuję ostro minusować poniższy utwór, a także edytować wpis o Vincencie Van G. - pomożecie?
Aha, żeby było jasne - to właśnie 23 grudnia sobie kawałek ucha ów Vincent odciął - przed Wigilią! Głupi chuj. No i brzytwą - niby narzędzie pochodzi z epoki brązu, ale daję sobie ucho odciąć, że to Żydzi maczali w tym palce.
Święta, choinka, John McClane. Śniegu nie ma, ale też jest zajebiście.
Nie orientuję się czy tradycji już stało się zadość i pierwsza Szklana pułapka leciała w tv. Za to wyznam, że w pełni rozumiem Polsat – nie ma lepszego wyboru na Święta. Samotny kowboj, który chce jedynie odpocząć, ale najpierw musi posprzątać ten cały świąteczny bałagan i pojednać się z ukochaną. Plus Hans Gruber, czyli wzorowy villain, którego sarkazm bardzo pasuje do rozmów przy karpiu.
Ten, kto wpadł na pomysł uczynienia z Johna McClane’a (nie)spodziewanego gościa przy stole wigilijnym to jakiś spoko gość musiał być. Yippie-ki-yay dla niego.
Polski plakat filmowy autorstwa Macieja Kałkusa z 1989 roku. Bez Bruce'a. Co sądzicie? [m]
W tym szaleństwie była metoda. Paul Schrader napisał scenariusz „Taksówkarza” w 10 dni, trzymając obok maszyny do pisania naładowany rewolwer. Pisał o swojej samotności i izolacji od świata, co ostatecznie przerodziło się w postać Travisa Bickle’a, a Schraderowi pomogło podnieść się i stanąć na nogi. Martin Scorsese, po starciu ze studiem o przemoc w gotowym filmie, dostał warunek: poprawki albo skazanie na kategorię X, zarezerwowaną głównie dla pornografii. Jak głosi legenda, Scorsese, rozgoryczony po otrzymaniu wieści, pił całą noc i chciał następnego dnia iść do studia z pistoletem, aby „przekonać” cenzorów do swojej wizji. Odwiódł go od tego kolega, a sprawę załatwił zabieg przyciemnienia koloru krwi w finałowej scenie jatki. Legendą nie jest natomiast to, że Robert De Niro przygotowywał się do filmu pracując jako taksówkarz – 15 godzin dziennie przez miesiąc, jednocześnie analizując przypadki chorób psychicznych.
Z tego po prostu musiało wyjść dzieło szalone i ponadczasowe.
Czas nie ima się też samego Scorsese. Niby świętuje dziś 73. urodziny, a z każdego kolejnego filmu bije ta sama pasja i młodzieńcza energia. Jedyny i niepowtarzalny. Sto lat to za mało.
A jak „Taksówkarz”, to i świetna muzyka Bernarda Herrmanna – nie da się ich rozdzielić. O, proszę: www.youtube.com/watch?v=Bx4aK-YsPeU. Swoją drogą, były to ostatnie dźwięki, które Hermann stworzył przed śmiercią. A jego pierwsze? „Obywatel Kane”. Przypadek?
Polski plakat filmowy autorstwa Andrzeja Klimowskiego z 1978 roku. Bardzo #dobrebopolskie, prawda?
[m]
poniedziałek, 16 listopada 2015
Czasami jest tak, że składamy samokrytykę, jak to za czasów PRL bywało, z tym że z nadzieją, że odbiorcy owej samokrytyki powiedzą coś w stylu "no co ty, zbyt ostro się traktujesz, nadmiernie krytykujesz się, nie dostrzegasz pozytywów".
Ale zdarza się, że owa samokrytyka przyjęta jest jako przyznanie się do winy. I nikt nie powie -"ej, stary, pewnie ciężko było je wszystkie złapać" albo "bardzo ładnie to wszystko ze sobą pozszywałeś, dobra robota". Gdzieżby tam.
~Wtedy to było lepiej. Polska była podległa, nie to, co teraz: taka wyzwolona... I tym podobne.
Ciekawe, co powiedziałby Kieślowski, gdyby doczekał takich frazesów. Zastanawiacie się czasem, jak wyglądałaby jego dalsza filmografia? Przecież nie ma polskiego twórcy, który byłby częściej wymieniany jako inspiracja przez filmowców z całego świata. Czy zrobiłby film o współczesnym reżyserze, któremu brakuje inspiracji i trwa w tęsknocie za złotymi czasami polskiego kina? Za czasami, kiedy film był głosem, bronią do walki z systemem. A dziś już nie ma o czym mówić.
16 listopada mija 36 lat od premiery "Amatora". Gdzie jest dziś Filip Mosz? Czy sprzedał się i kręci reklamówki masła oraz kolejne odcinki tefałenowskich tasiemców? Ależ to mógłby być dobry film: Jerzy Stuhr w „Amatorze 2”. Gołębi nie musiałby już wycinać, tego faceta w okularach też. Artysta wyzwolony.
Niepodległy polski plakat filmowy autorstwa Andrzeja Krauze z 1979 i polski plakat filmowy na zagranicę autorstwa Andrzeja Pągowskiego z 1979 roku. [m]
niedziela, 8 listopada 2015
W '71 roku ubiegłego stulecia wydana została 'czwórka' Led Zeppelin. Osiem kawałków, z czego sześć przeszło do cepelinowskiej klasyki, a jeden do dziś krąży w eterze, grany jest nawet przez najbardziej zapyziałe radiostacje - przynajmniej od czasu do czasu.
W większości sklepów muzycznych był zakaz grania tego utworu - w sensie, że początkujący i nieco bardziej zaawansowani adepci gitary byli ostro opierdalani za wszelkie próby grania tego utworu na gitarach, które to mieli zamiar drogą kupna nabyć. Ponoć w kilku sklepach nadal ów zakaz obowiązuje.
Stairway to Heaven nigdy nie został wydany jako singiel, co nie stanęło na przeszkodzie w drodze ku sławie i staniu się 'one hit wonder' w mniemaniu jakże wielu ówczesnych noobów.
Kiedyś czytałem jakiś wywiad, już nie pamiętam z kim - z kimś z Led Zep czy z Claptonem. Przesłanie było takie, że w owych czasach tak dużo czasu, na koncertach, spędzano na improwizacjach, gdyż na scenie muzycy często byli tak naćpani, że nie pamiętali co akurat grali, a jak komuś się w końcu przypomniało, to wracali do danego utworu.
No to teraz słuchamy, oglądamy i decydujemy czy Page grał na sucho, czy też gdzieś tam widział smoka, którego próbował dźwiękami gitary przepędzić. [b]