Kolega [m] wyjechał gdzieś, aby się nieco zregenerować. Albo służbowo. Nie ma to znaczenia. Nie jest również ważne gdzie (chociaż na potrzeby tego posta przyjmijmy, że do Hiszpanii), ważne, że nie ma dostępu do internetu i mogę robić, i pisać, na co tylko mam ochotę. A teraz wyobraźmy sobie jak mogły wyglądać początki takiego wyjazdu...
"Drogi Pamiętniczku!
Jestem w Hiszpanii już dwie godziny i wcale mi się tu nie podoba. Gdzie się nie ruszę, ludzie od razu wiedzą, że jestem z Polski. Nie mam pojęcia dlaczego. W dodatku jeszcze, nie wiem czy to przez skojarzenia z Conchitą Wurst i fakt, że ja również posiadam brodę, wszyscy myślą, że jestem kobietą. Kochany Pamiętniczku, Ty wiesz, że ja nie jestem agresywny - agresywność zero - ale jeszcze raz ktoś powie do mnie Ola, to przyp***dolę!"
No i właśnie 'taka jest moja koncepcja, tak ja to widzę'. A [m] po powrocie pewnie zapyta: "What the...?". [b]
wtorek, 10 czerwca 2014
niedziela, 8 czerwca 2014
"Woke up, fell out of bed,
Dragged a comb across my head"
Tak dziś zaczął mi się dzień. No może z wyjątkiem czesania się.
Kiedyś, pewnie bardzo dawno temu, w moje ręce wpadło takie koszmarne wydanie-kompilacja wszystkich nagrań The Beatles. Chociaż natrafiłem na to 'cudo' w kiosku, śmiem wątpić w legalność całej akcji, ale cóż, czasy to były nieco inne.
W każdym razie, wszystkie płyty studyjne, ba, nawet single się tam znalazły, dodatkowo jeszcze skrócona biografia zespołu, a wszystko to, jeśli mnie pamięć nie myli, za jedyne 20 złotych polskich.
Wtedy to właśnie moja miłość do "Fab Four" zapuściła korzenie i po dziś dzień kwitnie, niezależnie od dnia, pory roku czy nastroju.
I nie ma tu żadnego morału, czasami opowieść jest tylko opowieścią. [b]
Dragged a comb across my head"
Tak dziś zaczął mi się dzień. No może z wyjątkiem czesania się.
Kiedyś, pewnie bardzo dawno temu, w moje ręce wpadło takie koszmarne wydanie-kompilacja wszystkich nagrań The Beatles. Chociaż natrafiłem na to 'cudo' w kiosku, śmiem wątpić w legalność całej akcji, ale cóż, czasy to były nieco inne.
W każdym razie, wszystkie płyty studyjne, ba, nawet single się tam znalazły, dodatkowo jeszcze skrócona biografia zespołu, a wszystko to, jeśli mnie pamięć nie myli, za jedyne 20 złotych polskich.
Wtedy to właśnie moja miłość do "Fab Four" zapuściła korzenie i po dziś dzień kwitnie, niezależnie od dnia, pory roku czy nastroju.
I nie ma tu żadnego morału, czasami opowieść jest tylko opowieścią. [b]
sobota, 7 czerwca 2014
7 czerwca to wyjątkowy dzień. Dnia tego urodzili się między innymi Dean Martin, Dave Navarro i Damien Hirst(ale również i niejaki Alois Hitler - ojciec Adolfa). I jeszcze Tom Jones, Liam Neeson, Jaromir Nohavica, Prince, Robert Janson i Bear Grylls. Tego samego dnia zmarł również Henry Miller.
To mogłoby wystarczyć, aby dzień ten uznać za wyjątkowy, ale nie zawracałbym nikomu głowy, gdyby tylko o tych ludzi, jakkolwiek istotnych, chodziło.
Tarnowskie Góry, rok 1946, na świat przychodzi prawdziwy gigant - człowiek, który z totalnej nudy, bo przecież tym właśnie jest językoznawstwo, uczynił niemal rockowe szaleństwo. Pasjonujące wywody, głoszone ze swadą charakterystyczną dla komentatorów sportowych, zamieniały wykłady na tematy pozornie usypiające w wielką przygodę.
Charakterystyczna gestykulacja('wkręcanie żarówek') to dla mnie znak rozpoznawczy tego profesora, profesora Jana Miodka, bo o nim oczywiście mowa.
Człowiek posiadający ogromne zasoby wiedzy, który, mimo powagi związanej z piastowanymi stanowiskami, nie obawiał się dyskutować na tematy błahe, przynajmniej z pozoru(dowód poniżej).
Czapki z głów, szanowni państwo. [b]
To mogłoby wystarczyć, aby dzień ten uznać za wyjątkowy, ale nie zawracałbym nikomu głowy, gdyby tylko o tych ludzi, jakkolwiek istotnych, chodziło.
Tarnowskie Góry, rok 1946, na świat przychodzi prawdziwy gigant - człowiek, który z totalnej nudy, bo przecież tym właśnie jest językoznawstwo, uczynił niemal rockowe szaleństwo. Pasjonujące wywody, głoszone ze swadą charakterystyczną dla komentatorów sportowych, zamieniały wykłady na tematy pozornie usypiające w wielką przygodę.
Charakterystyczna gestykulacja('wkręcanie żarówek') to dla mnie znak rozpoznawczy tego profesora, profesora Jana Miodka, bo o nim oczywiście mowa.
Człowiek posiadający ogromne zasoby wiedzy, który, mimo powagi związanej z piastowanymi stanowiskami, nie obawiał się dyskutować na tematy błahe, przynajmniej z pozoru(dowód poniżej).
Czapki z głów, szanowni państwo. [b]
piątek, 6 czerwca 2014
To nie dzieje się często. Jest to wręcz przypadek odosobniony. Nie znoszę wszelkiego rodzaju parodii - zazwyczaj żenują mnie, bo, nie oszukujmy się, przeważnie ograniczają się do zmiany tematu na 'dupa, cycki, puszczanie bąków'. Ha ha. Ubaw po same piersi. W dodatku wszystko nagrane za pomocą sokowirówki, także połowy tekstu nie słychać, co w sumie może być liczone na plus, biorąc pod uwagę niskie loty warstwy słownej.
Ale nie tym razem. To NAPRAWDĘ mnie rozbawiło. Pełna profeska. I zrobione w imię zasady 'less is more' czyli nie rozwlekamy dobrego pomysłu do granic wytrzymałości. Bomba, pomysłowość 11/10, dobry humor na piątek zapewniony. [b]
Ale nie tym razem. To NAPRAWDĘ mnie rozbawiło. Pełna profeska. I zrobione w imię zasady 'less is more' czyli nie rozwlekamy dobrego pomysłu do granic wytrzymałości. Bomba, pomysłowość 11/10, dobry humor na piątek zapewniony. [b]
poniedziałek, 2 czerwca 2014
Złe Filmy: "Sadysta"
"Captivity", 2007, reż. Roland Joffé
Kiedy dobry reżyser schodzi na złą drogę i zabiera się za złe filmy, możemy się smucić i twierdzić, że to przykre. Możemy też zatrzymać się na chwilę i celebrować tę ciekawostkę. W przypadku „Sadysty” Rolanda Joffé wypadałoby przejść przez film scena po scenie i dojść do sedna jego zła.
Joffe, dwukrotnie nominowany do Oscara, zrobił przecież „Pola śmierci”, „Misję” z DeNiro, „Szkarłatną literę” i „Vatel”. Może zapragnął, niczym Kubrick, wypróbować każdego filmowego gatunku i zabrał się za thriller z serii torture porn. Może chciał odcisnąć własne piętno, bo ambicja tęga, a on przecież w sędziwym jest wieku. Może chciał iść na łatwiznę, bo portfel pusty, a on przecież w sędziwym jest wieku. W każdym razie, do kin trafił produkt nastawiony na pustkę – fabularną, intelektualną, emocjonalną, a przede wszystkim pustkę na sali kinowej. Niby w głównej roli jest śliczna Elisha Cuthbert świeżo po serialu „24”, więc seksowna ofiara - odhaczona. Niby jest bezlitosny i tajemniczy oprawca. Nawet niby twist jest odhaczony, ale taki typu wilk za babcię przebrany. Gdzie zatem „Sadysta” przekracza linię? W scenariuszu i pośpiesznej realizacji. Rozwiązania fabularne były chyba pisane na planie i dopasowywane do miejsca kręcenia. Mnóstwo jest tu scen, które w filmie amatorskim może przy montażu przeszłyby z komentarzem: „trudno, niech tak będzie”. Przykładowo, scena, gdzie nasza niewiasta ucieka korytarzami domu przed zbirem, wpada do pokoju, zastawia drzwi czym się da, tamten dopada klamki, szarpie, uderza, pcha, ona ucieka, a po chwili on otwiera drzwi pociągając je do siebie, jakby nigdy nic. Zaiste, pocieszne.
Scenariusz przewiduje dla widza: porwanie pięknej niewiasty zamknięcie jej w lochu sąsiadującym z lochem przystojniaka – najwyraźniej mamy do czynienia z porywaczem fotomodelek/li; torturowanie wypełniające większą część filmu, ujawnienie tożsamości oprawców („Krzyk” o sobie przypomina) i mało prawdopodobną ucieczkę. Trzeci akt w ogóle wygląda na dokrętkę: pojawiają się – ni stąd, ni zowąd – dwaj detektywi, którzy wręcz szeleszczą papierem dopisanych bez pomysłu stron; ucieczka i walka z papierowymi porywaczami zmierzająca w oczywistym kierunku katharsis i niedająca widzowi szansy pomyślenia o innym, oryginalnym zakończeniu. A ostatnie ujęcie? Jakże inaczej – obolała i zakrwawiona niewiasta zmierza powoli w kierunku szeleszczącego papierem słońca.
[m]
#złeFilmy
Kiedy dobry reżyser schodzi na złą drogę i zabiera się za złe filmy, możemy się smucić i twierdzić, że to przykre. Możemy też zatrzymać się na chwilę i celebrować tę ciekawostkę. W przypadku „Sadysty” Rolanda Joffé wypadałoby przejść przez film scena po scenie i dojść do sedna jego zła.
![]() |
| Kontrowersyjny i ostatecznie zdjęty plakat "Sadysty" |
Joffe, dwukrotnie nominowany do Oscara, zrobił przecież „Pola śmierci”, „Misję” z DeNiro, „Szkarłatną literę” i „Vatel”. Może zapragnął, niczym Kubrick, wypróbować każdego filmowego gatunku i zabrał się za thriller z serii torture porn. Może chciał odcisnąć własne piętno, bo ambicja tęga, a on przecież w sędziwym jest wieku. Może chciał iść na łatwiznę, bo portfel pusty, a on przecież w sędziwym jest wieku. W każdym razie, do kin trafił produkt nastawiony na pustkę – fabularną, intelektualną, emocjonalną, a przede wszystkim pustkę na sali kinowej. Niby w głównej roli jest śliczna Elisha Cuthbert świeżo po serialu „24”, więc seksowna ofiara - odhaczona. Niby jest bezlitosny i tajemniczy oprawca. Nawet niby twist jest odhaczony, ale taki typu wilk za babcię przebrany. Gdzie zatem „Sadysta” przekracza linię? W scenariuszu i pośpiesznej realizacji. Rozwiązania fabularne były chyba pisane na planie i dopasowywane do miejsca kręcenia. Mnóstwo jest tu scen, które w filmie amatorskim może przy montażu przeszłyby z komentarzem: „trudno, niech tak będzie”. Przykładowo, scena, gdzie nasza niewiasta ucieka korytarzami domu przed zbirem, wpada do pokoju, zastawia drzwi czym się da, tamten dopada klamki, szarpie, uderza, pcha, ona ucieka, a po chwili on otwiera drzwi pociągając je do siebie, jakby nigdy nic. Zaiste, pocieszne.
Scenariusz przewiduje dla widza: porwanie pięknej niewiasty zamknięcie jej w lochu sąsiadującym z lochem przystojniaka – najwyraźniej mamy do czynienia z porywaczem fotomodelek/li; torturowanie wypełniające większą część filmu, ujawnienie tożsamości oprawców („Krzyk” o sobie przypomina) i mało prawdopodobną ucieczkę. Trzeci akt w ogóle wygląda na dokrętkę: pojawiają się – ni stąd, ni zowąd – dwaj detektywi, którzy wręcz szeleszczą papierem dopisanych bez pomysłu stron; ucieczka i walka z papierowymi porywaczami zmierzająca w oczywistym kierunku katharsis i niedająca widzowi szansy pomyślenia o innym, oryginalnym zakończeniu. A ostatnie ujęcie? Jakże inaczej – obolała i zakrwawiona niewiasta zmierza powoli w kierunku szeleszczącego papierem słońca.
[m]
#złeFilmy
W poniedziałek proponuję popaść w depresję. Po prostu się poddać, dać się ponieść nastrojowi. Bo przecież nie mamy nic do stracenia, oprócz tej wojny, która się życiem nazywa.
Zadymione pomieszczenie, podła wódka. Czas już iść, bo przecież za kilka chwil trzeba będzie wrócić do rzeczywistości. A jednak coś trzyma nas na tym brudnym stołku, w barze, gdzie za kontuarem nikogo nie ma, gdzie karaluchy swobodnie spacerują po podłodze, bo trwamy w bezruchu, a światła pogasły i raczej już nie wrócą. I tylko jakiś band z Norwegii ciągle gra, chociaż publika posnęła lub nie żyje. A może to właśnie dlatego grają.
To będzie interesujący tydzień. [b]
Zadymione pomieszczenie, podła wódka. Czas już iść, bo przecież za kilka chwil trzeba będzie wrócić do rzeczywistości. A jednak coś trzyma nas na tym brudnym stołku, w barze, gdzie za kontuarem nikogo nie ma, gdzie karaluchy swobodnie spacerują po podłodze, bo trwamy w bezruchu, a światła pogasły i raczej już nie wrócą. I tylko jakiś band z Norwegii ciągle gra, chociaż publika posnęła lub nie żyje. A może to właśnie dlatego grają.
To będzie interesujący tydzień. [b]
niedziela, 1 czerwca 2014
Na dzisiejszą okazję też mamy dla Was cycata. Ze specjalnymi pozdrowieniami dla spostrzegawczych dorosłych dzieci.
#DzieńDziecka #cycaty #quotes
#DzieńDziecka #cycaty #quotes
Subskrybuj:
Posty (Atom)

